Dotarliśmy do Uzbekistanu, ale nie obyło się bez problemów. Może zacznijmy od początku. Z Alma Ata do Szymkentu pociągiem, dalej do wynajętego busa w stronę granicy Kazachstanu z Uzbekistanem. Zostaliśmy zawiezieni do przejścia granicznego B. Konysbayev co jest kompletnym zadupiem i nie sądzę żeby turyści przechodzili tamtędy! Po Kazachstańskiej stronie bez żadnych problemów. Uzbekistan przywitał nas mata dezynfekującą – buty zostały pozbawione Kazachstańskich zarazek
, później kontrola lekarska gdzie zostaliśmy przyjęci z entuzjazmem jako pierwsi Polacy
Jakieś inne pomieszczenie, zostaliśmy obejrzani i przepuszczeni dalej
doszliśmy w końcu do miejsca gdzie odbywa się odprawa paszportowa i kontrola bagażu. A tam jedno pomieszczenie i mnóstwo ludzi wypełniających deklaracje celne. Jedna bramka i jeden skaner do bagaży! Już miałem przed oczyma wizje czekania w tej kolejce. Na szczęście chwile po wypełnieniu deklaracji i postaniu w kolejce jakaś celniczka wyszła i poprosiła nas bez kolejki
po sprawdzeniu deklaracji i bagażu byłoby wszystko ok gdyby nie moje aparaty!!! Zaraz usłyszałem, że to ?PRO? sprzęt czym się zajmuję i wzięli mnie za jakiegoś szpiega!!! Zrobiło się zamieszanie, przychodzili celnicy i mnie oglądali i mój sprzęt wypytując kim jestem co robię itd. W końcu trafiłem do naczelnika dla którego mój sprzęt wydał się podejrzany, a przede wszystkim czegoś takiego w życiu nie widział!!! Ale po pokazaniu kilku zdjęć na aparacie i wytłumaczeniu, że się zajmuje fotografią i ponownym wypełnieniu deklaracji celnej zostałem puszczony uff obyło się bez ofiar tylko dwie godziny w plecy
ale przygoda była i to najważniejsze!!!
Znaleźliśmy naszą taryfę do Taszkientu i tam ruszyliśmy na spotkanie miłej przewodniczki Juli, która pokazała nam miasto. Właściwie zaczęliśmy od posiłku w miłej restauracji Manas gdzie zjedliśmy przyzwoity posiłek
i później na Bazar Chor-Su.
Julia nasza przewodniczka.




















